I po wyscigach. Nigdy wiecej. Cala drzalam .To bylo straszne.
Oczywiście Malik wygrał.BO przecież nie mogło by być inaczej. W każdym razie straciłam go z widoku. Polazł gdzieś.
- A co my tu mamy...- usłyszałam za uchem nieznany mi głos i poczułam czyjeś łapy oplatające mnie w talii.
- Maliczek Cię zostawił? Nie martw się cukiereczku ja lepiej się tobą zajmę..
Nagle poczułam że lecę na ziemie a łapy tego debila już mnie nie dotykają.
- Nie zbliżaj się do niej Jake..- To był głos Zayna który właśnie pomógł mi wstać.
- Bo co? idioto nie wiesz na co się skazałeś..nie pozbędziesz się mn- Jake dostał w twarz i stracił przytomność, a mulat chwycił mnie mocno za rękę i zaczął kierować do motoru.
- Kurwa...kurwa! Mówiłem Ci żebyś z nikim tutaj nie rozmawiała do chuja! - Chłopak wydzierał się machając rękoma w powietrzu. Nic nie rozumiem..
- Nic takiego nie mówiłeś. - Powiedziałam cicho.
- To teraz Ci mówie! - Krzyknął i zbliżył się do mnie mówiąc - Nie masz prawa z nikim rozmawiać..nikim z wyścigów..to nie są zwykli cywilizowani ludzie..
- A Ty nie masz prawa mi rozkazywać! Nie jesteś moim pieprzonym ojcem..- Krzyknęłam z zamiarem odejścia lecz uniemożliwił mi to mocny ucisk w prawej dłoni.
- Radzę ci po dobroci...zamknij ten ryj zanim ci go obije! Jesteś ze mną..słuchasz się mnie. Czaaaaisz? - Syknął ściskając moją rękę mocniej..i mocniej.
- Tak..- jęknęłam z bólu - Puść, proszę...
Puścił.
później dokończę..nie wiem co dalej.